X Maraton Sierpniowy

Obudziły mnie odgłosy deszczu o 6 rano. Wyjrzałem przez okno i pomyślałem, że zapowiada się ciekawy dzień…

Prognozy pogody dla Gdańska studiowałem już na kilka dni przed zawodami. Z dnia na dzień robiły się coraz lepsze i po cichu liczyłem, że tak jak przed rokiem, skończy się tylko na zapowiedziach deszczu. Przedwczesna pobudka trochę popsuła mi humor. Jednak jeszcze nic straconego, do startu wszystko może zdąży wyschnąć.

Na miejscu byłem sporo wcześniej. Przy okazji Maratonu Sierpniowego dużo się bowiem dzieje oprócz samego ścigania. Na początek szybki rzut oka na stoiska sklepów rolkowych. Jak zwykle można było sprawdzić kilka modeli Powerslide. Miałem ochotę zobaczyć nowe Icon Wind i nawet byłem zadowolony z tego jak leżą na nodze.

Pomiędzy przeglądaniem nowego sprzętu i rozmowach ze spotkanymi znajomymi interesowały mnie też zawody dla dzieci. Z jednej strony dlatego, że są mniej przewidywalne i nawet jeśli ktoś wywróci się na pierwszym zakręcie, to może potem jeszcze zafiniszować jako pierwszy (była taka sytuacja). Z drugiej strony chciałem też pokibicować mojej uczennicy – Karolinie, która zdecydowała się na swój pierwszy start w tego typu zawodach i jak na debiut poradziła sobie bardzo dobrze.

Jednym z ciekawszych punktów programu w tym roku były warsztaty z zawodnikami Powerslide: w tym ze świeżo upieczonym Mistrzem Świata w maratonie – Felixem Rijhnenem. Przed maratonem nie można się było spodziewać niczego zbyt wymagającego (żeby się za bardzo nie zmęczyć), ale zawsze zobaczenie kilku nowych ćwiczeń i rzeczy na które warto zwracać uwagę jest cennym doświadczeniem.

Taka interakcja z topowymi zawodnikami to także świetna rzecz i dobra promocja dla tego sportu. Jazda szybka na rolkach nie różni się bowiem tak bardzo od zwykłego jeżdżenia po parku. Kluczem jest dobre opanowanie podstaw techniki jazdy i to na tym się koncentrowaliśmy. Sam Felix to też świetny gość i widać było, że lubi dzielić się swoją pasją z innymi. W wywiadzie dla PZSW zdradził, że na swój sukces ciężko pracował 20 lat. Mimo wszystko, nie jest skupiony tylko na swoim ściganiu, ale też znajduje czas aby pomagać innym w rozwoju. To przykład prawdziwego mistrza!

Po warsztatach była jeszcze chwila wolnego w trakcie której startował dystans Fitness (10km), w tym również Karolina razem z tatą. Potem trzeba się było zacząć przygotowywać do swojego startu. W trakcie zawodów dla dzieci asfalt zdążył wyschnąć, więc zapowiadało się dobrze.   

Maraton

Zaczęło się dość nerwowo. Najpierw kilkadziesiąt metrów od startu rozpędzania się w tłumie, potem pierwszy zakręt z górki, pokonany trochę za szybko i krótka prosta do nawrotu. Po nawrotce już pełen gaz i rozglądanie się za stworzeniem jakiejś grupy. Zobaczyłem kilka osób, z którymi jechałem w Osiecznicy i się podpiąłem. 

Osiecznica była jednak po mokrym i nie wiedziałem jakie tempo będzie na suchym. Pierwsze kilometry prostej to prędkość oscylująca w okolicach 40km/h, więc dużo szybciej i tak nie byłem w stanie jechać. Na szczęście po nawrotce trochę się uspokoiło, ale dalej było dość szybko.

Wszystko szło jak należy do około 15km. Wtedy poczułem pierwsze krople deszczu. Miałem nadzieję, że na tych kilku kroplach się skończy, ale moje nadzieje zostały rozwiane kiedy po kilku minutach zaczęło mocniej padać.  

Droga stawała się coraz bardziej śliska. O ile w czasie normalnej jazdy nie było jeszcze tragedii, to wszystkie nawroty stały się dużo trudniejsze. W Gdańsku na nawrotach są przejazdy przez tory tramwajowe z gumowymi płyty między nimi. Jak tylko pojawiło się na nich trochę wody, można było się na nich ślizgać bokiem. Trzeba było więc mocno zwolnić, co w konsekwencji sprawiało problem przy ponownym nabieraniu prędkości, bo nie było mowy o mocniejszych odepchnięciach.

Mocniejszy deszcz nie trwał długo, ale pozostawił mokry asfalt.  Prędkość spadła, bo trzeba było być bardziej ostrożnym. Po drodze widziałem kilka upadków i osoby rezygnujące z jazdy. Nie było już nadziei na dobry czas, ale do mety chciałem jednak dojechać. 

Jazda w takich warunkach jest trudna, ale czołówka pokazała, że to siedzi tylko w głowie. Na 35km Felix razem z Ewenem Fernandezem śmignęli obok naszego pociągu nic sobie nie robiąc z mokrej nawierzchni. To zapoczątkowało lekkie przyspieszenie tempa w przygotowaniu do finiszu.

Na ostatniej rundzie znowu zaczęło być szybko. Do mety już niewiele zostało, a na droga zaczęło przesychać. Niestety na nawrotach cały czas było jeszcze mokro. Do ostatniego z nich podszedłem zbyt bezpiecznie i na wyjściu zrobiła się przerwa do grupy. Próbowałem jeszcze nadgonić, jednak nogi już nie dawały rady. Ostatnie 2km przejechałem więc sam, tracąc jakieś pół minuty do grupy z którą jechałem.

Na metę dojechałem z czasem 01:23:19, co dało ogólnie 61 miejsce i 11 w kategorii. Nie byłem jakoś specjalnie zadowolony. Humor trochę poprawił mi się jednak po zsynchronizowaniu zegarka. Okazało się, że mimo deszczu, pierwsza połowa była na tyle szybka, że na Endomondo poprawiłem rekord życiowy w półmaratonie. 

Miło było też zobaczyć, że to moje jeżdżenie i wspominanie o maratonach na rolkach sprawia, że inny też chcą spróbować swoich sił. Z Łodzi oprócz Karoliny z tatą Rafałem, którzy startowali na 10km, półmaraton przejechała inna Karolina, a Natalia z Mateuszem sprawdzili jak im pójdzie pierwszy maraton. Gratulacje dla wszystkich!

After party na Rolkowisku

Już tradycyjnie, dzień po Maratonie Sierpniowym odbywały się warsztaty organizowane przez Roll4All połączone z zawodami Amatorskiej Ligi Slalomowej. Tak jak w ubiegłym roku, jeździliśmy w Ergo Arenie i oprócz slalomu, był też Bladecross (wyścigi po torze przeszkód), Limbo (przejazd pod tyczką) i High Jump (skok wzwyż).

Dużo możliwości zarówno do nauki, jak i sprawdzenia się na tle innych. Bawiły się zarówno dzieci, jak i ci starsi dorośli. Jako instruktor starałem się trochę pomagać w nauce tricków między kubeczkami i potem oceniać przejazdy na Lidze.

Myślę, że jest to fajne uzupełnienie Maratonu Sierpniowego i wybierając się na niego warto zostać w Trójmieście trochę dłużej.