ReBoot — alfanumeryczny!

Niedawno w kinach poja­wiła się odświe­żona, trój­wy­mia­rowa wer­sja Toy Story. Za kilka mie­sięcy pre­mierę będzie miała trze­cia część tego filmu. Toy Story nie­wąt­pli­wie był rewo­lu­cją w kine­ma­to­gra­fii, gdyż był o pierw­szy film peł­no­me­tra­żowy stwo­rzony w cało­ści przy uży­ciu ani­ma­cji kom­pu­te­ro­wej. Kto jed­nak pamięta, że rok przed pre­mierą filmu Pixara, zaczęto emi­to­wać serial tele­wi­zyjny two­rzony przy uży­ciu tej samej tech­niki? Kanadyjska firma Mainframe Entertainment spło­dziła serial ReBoot, który był także emi­to­wany w Polsce. Jakiś czas temu posta­no­wi­łem sobie odświe­żyć przy­gody boha­te­rów zna­nych z dzie­ciń­stwa i miło się zaskoczyłem.

Akcja serialu roz­grywa się we wnę­trzu kom­pu­tera, w sys­te­mie nazy­wa­nym przez miesz­kań­ców Mainframe. Żyją tu Binomy (jedynki, zera i inne cyfry), Sprite’y (o ludz­kim wyglą­dzie). Muszą oni obro­nić sys­tem przed wiru­sami i sta­wić czoła Użytkownikowi w roz­ma­itych grach. Gry poja­wiają się jako gigan­tyczne sze­ściany lądu­jące w loso­wych miej­scach. Kto znaj­dzie się w środku, prze­ła­do­wuje się i jako NPC wal­czy z Użytkownikiem. Jeśli użyt­kow­nik wygra, część sys­temu pod sze­ścia­nem zosta­nie znisz­czona, a uczest­nicy gry zNUL­Li­fi­ko­wani. Na początku kolejne odcinki są ze sobą dość luźno powią­zane, ale z cza­sem fabuła zaczyna opo­wia­dać dłuż­szą historię.

Continue reading

Zabawy z GPS Misson

Jakiś czas temu zain­te­re­so­wa­łem się róż­nymi moż­li­wo­ściami wyko­rzy­sta­nia sys­temu GPS. Większość z nich nie jest jakoś szcze­gól­nie cie­kawa. Wszelkiego rodzaju nawi­ga­cja, zapi­sy­wa­nie śladu, kom­pu­ter pokła­dowy, tago­wa­nie, itp. Niewątpliwe jest to przy­datne, ale chciał­bym coś mniej poważ­nego. Wtedy zna­la­złem wyko­rzy­sta­nie GPSa do zabawy.

Najpopularniejszą z tych zabaw jest chyba geo­ca­ching, czyli szu­ka­nie „skar­bów” ukry­tych w przez innych. Na razie odło­ży­łem jed­nak tę formę zabawy na póź­niej, ponie­waż wymaga ona wcze­śniej­szego przy­go­to­wa­nia się do wyprawy. Trzeba zna­leźć i spi­sać infor­ma­cje o skrzyn­kach, przy­go­to­wać ewen­tu­alne narzę­dzie. Może nie jest to dużo, ale moje leni­stwo wzięło górę (czę­ściowo też pew­nie z powodu wizji prze­dzie­ra­nia się przez zaspy śniegu) i posta­no­wi­łem zająć się tym tro­chę póź­niej. Zamiast tego zain­sta­lo­wa­łem GPS Mission.

Continue reading

Jak wyglądał Nautilus?

Czy jest ktoś, kto nigdy nie sły­szał nazwy Nautilus i kapi­ta­nie Nemo? Jeśli tak, to na pewno ma dużo stracił. Powieść Dwadzieścia tysięcy mil pod­mor­skiej żeglugi Juliusza Verne’a jest uzna­wana za począ­tek lite­ra­tury science-fiction, oraz jest jedną z naj­po­pu­lar­niej­szych powie­ści przy­go­do­wych. Fantastyczna podróż przez bez­miar mórz i oce­anów fascy­no­wała kolejne poko­le­nia. Świet­nym dowo­dem na to jest kilka fil­mów nakrę­co­nych na jej pod­sta­wie i liczne nawią­za­nia w popkulturze.

Nautilus, mimo że nie jest w cało­ści wymy­słem Verne’a (wcze­śniej powstała już łódź pod­wodna o takiej nazwie), to wiele roz­wią­zań tech­nicz­nych jest dość futu­ry­stycz­nych. Konstrukcja Nautilusa jest dość dokład­nie opi­sana, łącznie z licz­bami opi­su­ją­cymi jego budowę. Poniżej jeden z takich fragmentów.

Continue reading

Fences — odgrodź ikony na pulpicie

Bałagan na pul­pi­cie. Wiele osób ma z tym pro­blem. Dziesiątki ikon poroz­rzu­cane po całej powierzchni pul­pitu, do tego doku­menty wymie­szane ze skró­tami do apli­ka­cji. Według mnie nie jest to ani este­tyczne, ani efek­tywne. Co zro­bić, aby ogar­nąć te wszyst­kie ikony? Zainstalować pro­gram, który nam w tym pomoże. Jednym z nich jest Stardock Fences. Niedawno opu­ścił on fazę beta i wer­sja 1.0 jest dostępna do ścią­gnię­cia za darmo.

Co nam ofe­ruje ten pro­gram? Umożliwia gru­po­wa­nie ikon w twory nazwane Fences, co na pol­ski możemy prze­tłu­ma­czyć jako ogro­dze­nia. Ogrodzenie jest pół­prze­źro­czy­stym pro­sto­ką­tem w któ­rym znaj­dują się ikony. Możemy zmie­niać roz­miar oraz dowol­nie prze­miesz­czać dane ogro­dze­nie. W trak­cie tej dru­giej ope­ra­cji wszyst­kie ikony zostają oczy­wi­ście w obrę­bie ogro­dze­nia i prze­miesz­czają się wraz z nim. Dodatkowo możemy ukryć wszyst­kie ogro­dze­nia zwy­kłym dwu­kli­kiem na tape­cie. W roz­wi­nię­ciu posta znaj­duje się film demon­stra­cyjny programu.

Continue reading

Dlaczego SMS ma 160 znaków?

sms2Czy zasta­na­wia­li­ście się, czemu poje­dyn­cza wia­do­mość SMS jest ogra­ni­czona wła­śnie do 160 zna­ków? Nie jest to ani potęga dwójki (jak wiele wiel­ko­ści w infor­ma­tyce), ani nie jest jakąś spe­cjalną, okrą­głą liczbą. Okazuje się, że liczbę 160 uzy­skano… eksperymentalnie.

Wszystko za sprawą jed­nego Niemca. Friedhelm Hillebrand pra­co­wał dla German Telecom. W 1985 roku, kiedy to idea krót­kich wia­do­mo­ści tek­sto­wych była dopiero wpro­wa­dzana na rynek Hillebrand był jed­nym z tych, któ­rzy opra­co­wy­wali nowy stan­dard. Aby zna­leźć odpo­wied­nią dłu­gość dla krót­kich wia­do­mo­ści, po pro­stu usiadł przy maszy­nie do pisa­nia i zaczął wstu­ki­wać przy­kła­dowe tek­sty, jakie mogły się poja­wić w przy­szło­ści. Po wielu pró­bach, oka­zało się, że 160 zna­ków jest opty­malną długością.

Na początku jed­nak wypro­wa­dze­nie tych 160 zna­ków nie było takie pro­ste. Jak pisa­łem wcze­śniej, liczba ta nie daje się pro­sto przed­sta­wić w sys­te­mie binar­nym. Najbliższą potęgą dwójki jest 128, więc na samym początku tyle wła­śnie mogły liczyć wia­do­mo­ści. Jednak wyniki eks­pe­ry­men­tów Hillebranda potwier­dziły się i ta dłu­gość oka­zała się za mała. Aby powięk­szyć ją o te dodat­kowe 32 znaki, zde­cy­do­wano się zre­du­ko­wać liczbę liter i sym­boli, które mogą być użyte (m.in. pol­skie znaki).

Standardem w wia­do­mo­ściach SMS stało się 160 zna­ków. Sądząc po popu­lar­no­ści tego typu komu­ni­ka­cji, można powie­dzieć, że Friedhelm Hillebrand zna­lazł opty­malną dłu­gość krót­kich wia­do­mo­ści. Później stan­dard ten został prze­jęty także przez mikro­blogi i także w Internecie zdo­bywa nie­małą popularność.

Dźwięki z komputera

Komputer pod­czas pracy emi­tuje roz­ma­ite dźwięki. Szum wen­ty­la­to­rów, róż­nego rodzaju piski ostrze­gaw­cze, dźwięki dysku twar­dego, napędy CD/DVD, czy też sta­cji dys­kie­tek. Poza tym róż­nego rodzaju pery­fe­ria (dru­karka, ska­ner) także emi­tują hałas. Czy ten cały kom­pu­te­rowy zgiełk da się jakoś uprzyjemnić?

Ktoś wpadł na pomysł, aby tak pokie­ro­wać pracą poszcze­gól­nych urzą­dzeń, żeby dźwięki przez nie emi­to­wane skła­dały się na jakąś melo­dię. Mamy więc sta­cję dys­kie­tek wygry­wa­jącą marsz impe­ra­tora z gwiezd­nych wojen, czy ska­ner gra­jący „Wiosnę” Vivaldiego . Szczegółów wyko­na­nia nie znam, ale podej­rze­wam, że cho­dzi o umie­jętne wyko­rzy­sta­nie ste­row­nika urzą­dze­nia lub jego firmware’u do odpo­wied­niego ste­ro­wa­nia sil­nicz­kiem. Zapewne taka mody­fi­ka­cja unie­moż­li­wia jed­no­cze­sne nor­malne korzy­sta­nie z niego, ale nadal jest to cie­kawa metoda na uroz­ma­ice­nie nud­nego sprzętu.

Continue reading

Gimnastyka na wesoło

Gimnastyka spor­towa nie jest dla mnie szcze­gól­nie atrak­cyj­nym spor­tem. Podziwiam spor­tow­ców za to co potra­fią zro­bić z wła­snym cia­łem, ale oglą­da­nie ich zma­gań nie należy do naj­bar­dziej emo­cjo­nu­ją­cych. Skoki są do sie­bie podobne, ilo­ści salt nie można zli­czyć, a punkty są odej­mo­wane za mini­malne błędy, które widzą tylko sędzio­wie. Jedyne cie­kawe momenty, to potknię­cia gim­na­sty­ków, ale tych na pro­fe­sjo­nal­nych zawo­dach jest nie­wiele. Okazuje się jed­nak, że z takich pozor­nych błę­dów można zro­bić nie­zły spektakl.

Continue reading

Snowed In 7 w pda2day

Kiedyś pisa­łem o dar­mo­wej alter­na­ty­wie dla Bejeweled — GemSwap.  W okre­sie świąteczno-noworocznym jest dostępny za darmo inny klon tej popu­lar­nej gry. Mam na myśli Snowed In, grę wyda­waną co roku przez sklep Clickgamer. Każdego roku można wła­śnie w tym okre­sie, wyge­ne­ro­wać sobie kod akty­wa­cyjny za darmo. Wystarczy tylko zało­żyć tak konto.  Nie będę się jed­nak na jej temat roz­pi­sy­wał, ponie­waż zro­bi­łem to w pda2day.

Magazyn pda2day jest pro­jek­tem, który w for­mie maga­zynu przy­bliży i pogłębi wie­dzę o urzą­dze­niach mobil­nych. Pismo jest pisane przez pasjo­na­tów, więc tro­chę różni się od komer­cyj­nych cza­so­pism. Czy na plus, czy na minus, musi­cie oce­nić sami. Ja mogę tylko zachę­cić do ścią­gnię­cia i zapo­zna­nia się z treścią.

baner_pda2day

Płatki śniegu jakich nie znacie

triangular1Mimo połowy grud­nia, zima led­wie nas postra­szyła. W kalen­da­rzu ofi­cjal­nie zaczyna się jed­nak dopiero za kilka dni. Mimo to chciał­bym podzie­lić się pew­nym cie­ka­wym zna­le­zi­skiem. Jeśli ktoś zapy­tałby nas jak wygląda pła­tek śniegu, pew­nie mie­li­by­ście w gło­wie obraz sze­ścio­ra­mien­nej gwiazdy o roz­ma­icie ude­ko­ro­wa­nych ramio­nach. Czy jed­nak przy­szłoby wam na myśl, że pła­tek śniegu to mała igiełka, cylin­der, czy też są trój­kątne lub sze­ścio­kątne? Okazuje się, że takie kształty też wystę­pują w przyrodzie.

Badaniem płat­ków śniegu zaj­muje się pro­fe­sor Kenneth Libbrecht  z California Intitute of Technology (w skró­cie CalTech).  Fotografuje je uży­wa­jąc spe­cjal­nie do tego celu przy­sto­so­wa­nego foto­mi­kro­skopu. Z jego pomocą zro­bił i zamie­ścił kil­ka­dzie­siąt dobrej jako­ści zdjęć płat­ków śniegu „zła­pa­nych” w róż­nych czę­ściach Stanów Zjednoczonych. Osobiście jestem pod wra­że­niem wie­lo­ści kształ­tów jakie mogą przy­jąć zamar­z­nięte czą­steczki wody.  Polecam obej­rze­nie gale­rii na stro­nie NewScientist, a także zaj­rze­nie na SnowCrystals — stronę autora zdjęć poświę­coną tylko płat­kom śniegu.

Gimnastyka umysłu z Brain My Day

Na pockety poja­wiło się już kilka apli­ka­cji, które za pomocą róż­nego rodzaju gier, poma­gają w  gim­na­styce naszego mózgu i tym samym pod­no­sze­niu efek­tyw­no­ści jego pracy. Najnowszy tego rodzaju pro­dukt, Brain My Day, jest rekla­mo­wany nie jako kolejny tre­ner umy­słu, ale jako praw­dziwe życie w grze. Dobrze się baw i pobudź swój mózg — głosi dal­sza część rekla­mo­wego hasła. Zachęcony taką zapo­wie­dzią, posta­no­wi­łem spraw­dzić, jak mają się one do rze­czy­wi­sto­ści. Continue reading

IT Academic Day — wrażenia

Przedwczoraj na Politechnice Łódzkiej odbył się IT Academic Day. Impreza, która ma przy­bli­żyć stu­den­tom (i nie tylko) nowo­cze­sne tech­no­lo­gie i narzę­dzia infor­ma­tyczne. Z dostęp­nych wykła­dów zde­cy­do­wa­łem się na udział w wykła­dzie „Programowanie urzą­dzeń mobil­nych”. Nie dla­tego, że inne tematy były nie­cie­kawe, ale nie bar­dzo wie­dzia­łem czego się spo­dzie­wać, a nie chcia­łem sie­dzieć i nie wie­dzieć o co biega. Wrażenia będą więc tylko z tego jed­nego wykładu.

Continue reading

Jak nauczyć korzystania z Google?

Pewnie każdy z was spo­tkał się z głu­pimi pyta­niami, na które odpo­wiedź można bez pro­blemu zna­leźć w inter­ne­cie. Jak nauczyć osoby zada­jące takie pyta­nia usa­mo­dziel­nie­nia się w znaj­do­wa­niu odpo­wie­dzi na nie? Z pomocą przy­cho­dzi Let Me Google That For You.

Na pierw­szy rzut oka ser­wis przy­po­mina Google. Jeśli jed­nak wpi­szemy szu­kaną frazę i klik­niemy na przy­cisk, nie otrzy­mamy wyni­ków wyszu­ki­wa­nia, ale link pro­wa­dzący do pre­zen­ta­cji „krok po kroku”. Taki link możemy pode­słać deli­kwen­towi, który męczy nas pyta­niami. Zobaczy on kur­sor najeż­dża­jący na pole wyszu­ki­wa­nia, następ­nie wpi­sy­waną frazę i kur­sor kli­ka­jący na przy­cisk Search. W cza­sie każ­dej czyn­no­ści na dole poja­wiają się kolejne kroki instruk­cji. Na końcu poja­wia się napis Was that so hard? (Czy to było takie trudne?) i prze­no­simy się do wyni­ków wyszu­ki­wa­nia w Google. Może nie zawsze taka forma pomocy będzie sku­teczna, ale a pew­no­ścią ochroni przed czę­ścią głu­pich pytań w przyszłości.