Microsoft Band 2 – pierwsze wrażenia

W tym roku postanowiłem trochę uprzedzić Mikołaja i sam sobie sprawiłem prezent. Raczej nie kupuję nowinek technologicznych, ale tym razem postanowiłem zaryzykować i nabyć Microsoft Band 2.

Dlaczego Band?

Technologie ubieralne zawsze były dla mnie czymś interesującym. Do niedawna nie było jednak urządzenia, które byłoby mnie w stanie bardziej zaintrygować. Nie potrzebuję dodatkowego sprzętu do wyświetlania notyfikacji. Nie widzę też wielu zastosowań dla smartwatcha, jeśli prawie zawsze pod ręką mam smartphona ze znacznie większym i wygodniejszym ekranem.

W czasie ostatnich kilku miesięcy pojawiło się jednak kilka odświeżonych produktów i perspektywa posiadania gadżetu na nadgarstku zaczęła mi się wydawać całkiem sensowna. Głównym powodem była chęć monitorowania swojej aktywności fizycznej.

Przez pewien czas nosiłem prosty krokomierz i zacząłem dostrzegać pozytywne efekty zbierania danych o sobie. Chciałem to przenieść na trochę wyższy poziom niż tylko liczenie kroków, tak żeby można było wykorzystać te dane do poważniejszego treningu. Nowy Microsoft Band wydawał się odpowiednim kompromisem między sportowym zegarkiem a smartwatchem.

Hardware

Premiera pierwszej generacji Microsoft Band była dla mnie sporym zaskoczeniem. Microsoft wchodził na rynek wearables z urządzeniem, które było bardziej fitness trackerem niż smartwatchem. Koncepcja bardzo mi się spodobała (nawet się trochę nią bawiłem), ale wykonanie pozostawało sporo do życzenia. Bardziej przypominało prototyp w którym to funkcje wymusiły formę.

Druga generacja jest już bardziej dopracowanym urządzeniem. Poprzednia dość kwadratowa konstrukcja została mocno zaokrąglona, zaczynając od ekranu. Jego powierzchnia jest zakrzywiona, co na początku sprawia dziwne wrażenie przy scrollowaniu. Palce przyzwyczajone do miziania płaskich powierzchni szybko się jednak przyzwyczajają i ten delikatny łuk staje się całkiem przyjemny.

Sam wyświetlacz to teraz Amoled i jest nieco większy niż w pierwszej generacji, ale to ciągle malutkie 32mm x 12.8mm. Przy takich wymiarach rozdzielczość 320 x 128 pikseli jest w zupełności wystarczająca. Piksele da się dojrzeć, ale dopiero z bliska. Kolory są świetne i nie mogę narzekać na czytelność. Dodatkowo z zewnątrz jest to Gorilla Glass, więc nie muszę sobie zaprzątać głowy zarysowaniami i foliami ochronnymi.

Główny korpus urządzenia jest metalowy przez co sprawia solidne wrażanie. Oprócz samego ekranu z czujnikiem natężenia światła mamy tam także 2 przyciski, optyczny pulsometr i otwór mikrofonu. Całość wygląda elegancko i czuć postęp w stosunku do poprzedniej, plastikowej generacji.

Kolejną dużą zmianą w stosunku do poprzednika jest pasek. Wcześniej były w nim upchane baterie przez co był sztywny i przypominał nieco kajdany w które zakuwano więźniów. Teraz jest to giętki silikon. Przypomina opaski do MiBanda lub Fitbita, ale jest trochę grubszy i znacznie szerszy. W miejscu łączenia z metalem jest twardszy i już nieco wymodelowany, więc nie układa się tak samo jak pasek od zegarka. Nie mogę powiedzieć, żeby był niewygodny, ale z racji szerokości urządzenia i konstrukcji zapięcia nie przylega on tak dobrze do skóry. Zazwyczaj nie ma z tym problemu i można zapomnieć że coś jest na nadgarstku, ale czasami daje to o sobie znać, np. przy podwijaniu rękawa.

Żeby zamknąć obwód opaski zostało jeszcze napisać kilka słów o zapięciu. Mechanizm jest wykonany z metalu i działa pewnie i bez zastrzeżeń. W jego okolicy ulokowano jednak baterię, która dodaje sporo grubości w tym miejscu. Po zapięciu Band jest z tej strony grubszy niż część z ekranem. Nieco dziwnie to wygląda i przyczynia się do wspomnianego wcześniej odstającego paska, ale nie zauważyłem żeby to jakoś bardziej przeszkadzało.

Patrząc na Banda całościowo, to jest to całkiem niezłe urządzenie. Materiały i design w stosunku do poprzednika bardzo się poprawiły. Problemem pierwszej generacji była jakość wykonania. Na razie nie mam w tej kwestii na co narzekać, ale najlepiej zweryfikuje to czas. Na wszelki wypadek mam rozszerzoną gwarancję.

W kwestii komfortu użytkowania Banda, wersja Small na mojej chudej ręce sprawdza się znakomicie. Wygląda jak grubsza bransoletka, nie rzuca się w oczy i nie zasłania całego nadgarstka jak duży zegarek.  Przez większość czasu zapominam, że cokolwiek mam na ręku. Niewielkie problemy jakie z Bandem napotkałem nie są raczej większe niż ze zwykłym zegarkiem.

Software

O ile w kwestii sprzętu Microsoft Band może już konkurować z innymi produktami o podobnym przeznaczeniu, to niestety jeszcze musi trochę nadrobić oprogramowaniem.  Nie jest źle, ale kilka rzeczy jednak nie pozwala cieszyć się w pełni z posiadania tego urządzenia.

Do funkcji fitnessowych nie mam zastrzeżeń. Zliczanie kroków, przebytego dystansu, spalonych kalorii, przebytych pięter i tętna działa tak jak powinno i jest całkiem dokładne. Dodatkowo można monitorować ćwiczenia, bieg, czy jazdę na rowerze i to także jest zrobione dobrze. Możemy sobie ustalić własne kategorie ćwiczeń, chociaż poza katalogowaniem nie ma to znaczenia dla zbieranych danych. Wbudowany GPS daje radę i w sumie jako narzędzie do dokumentowania naszego wysiłku fizycznego Band jak na razie spisuje się znakomicie.

Jeszcze nie miałem okazji przetestować funkcji Guided Workouts, ale myślę że będzie dobrą opcją na przygotowanie sobie treningu. Mamy do dyspozycji całkiem sporo gotowych programów ćwiczeń i możemy również stworzyć swój własny. Trzeba tylko spędzić trochę czasu na ich dopasowanie pod cele jakie chce się osiągnąć.

Podoba mi się też funkcja monitorowania snu. W przeciwieństwie do Fitbita, którego przez jakiś czas używałem, nie jest wymagane uruchamianie specjalnego trybu przed spaniem. Taki tryb istnieje i warto go wystartować, bo wyłączy możliwe rozpraszacze. Opaska sama jednak potrafi wykryć kiedy zaczniemy spać i będzie obserwować nasz sen nawet jeśli padniemy wieczorem ze zmęczenia lub zrobimy dłuższą drzemkę w środku dnia. Do tego jest też Smart Alarm, który spróbuje nas obudzić jak najmniej nieprzyjemnie. Trzeba tylko pamiętać, że do poprawnego działania należy go nastawić wcześniej niż inne budziki (o czym oczywiście na początku nie pomyślałem i wstawałem parę razy lewą nogą).

Od niedawna Band ma też opcję sterowania odtwarzaniem muzyki. Często zdarza mi się chodzić ze słuchawkami na uszach i doceniam możliwość szybkiej zmiany utworu bez wyciągania telefonu z kieszeni. Jak dla mnie jest to must-have w urządzeniach tego typu i tutaj jest to zrobione tak jak być powinno.

Przy zakupie nie przykładałem wielkiej wagi do notyfikacji. Okazało się, że są jednak przydatne. Dzięki delikatnej wibracji zauważa się je natychmiast i można szybko się zdecydować, czy warto podjąć jakąś akcję, czy można to olać. W przypadku SMSa da radę nawet na niego odpisać przy pomocy małej klawiatury. Niestety stan notyfikacji nie synchronizuje sie z tym z telefonu i trzeba je osobno odznaczać. Na razie nie stanowi to jednak dla mnie większego problemu.

Microsoft Health – aplikacja na telefon (w moim przypadku Windows 10 Mobile) do obsługi Banda wymaga nieco dopracowania. Pozwala synchronizację danych z chmurą i przejrzenie danych zebranych przez Banda. Oprócz tego daje możliwość zmiany tła, kolorów i zarządzania kafelkami. Możliwości customizacji lepiej wypadają jednak w innych aplikacjach.

Przez te kilka dni korzystania z Health na telefonie udało mi się znaleźć kilka drobnych błędów i niedoróbek, przez co jego używanie trochę mnie irytuje. Znacznie częściej na komputerze wchodzę na wersję webową. Tam przeglądanie statystyk jest dużo przyjemniejsze. Według mnie kilka rzeczy mogłoby zostać przedstawionych nieco inaczej, ale na razie wystarcza mi to co jest.

Do kompletu zainstalowałem też aplikację dla dużego Windowsa do synchronizowania Banda i wykonuje ona tylko to jedno zadanie. Mimo wszystko się przydaje się, ponieważ najczęściej ładuje opaskę podłączając ją do laptopa, więc przy okazji może się też zsynchronizować.

Teraz trochę narzekania na to czego w oprogramowaniu Banda brakuje. Kuleją funkcje integrujące Banda z telefonem w sposób inny niż przewidziany przez Microsoft. Nie ma tutaj konkurencji ze smartwatchami. Po części jest to chyba także wina sprzętu, a konkretniej małej ilości pamięci. Na każdym kroku widać kompromisy z tego powodu. Jesteśmy ograniczeni do 13 własnych kafelków na opasce, przez co musimy zrezygnować nawet z kilku przygotowanych przez Microsoft. Aplikacja podpięta pod kafelek też ma sporo ograniczeń co do jego zawartości, więc w praktyce nie mamy szansy zobaczyć wielu rodzajów aplikacji znanych z innych smartwatchy. Na razie oprócz programów do zmiany tapety nie znalazłem w Sklepie nic interesującego dla Banda.

Temat oprogramowania na urządzenia ubieralne to jednak ciężki orzech do zgryzienia. Na Banda jest kilka aplikacji, które mogą się komuś spodobać. Moje standardy są może trochę wyższe i chciałbym trochę większych możliwości. Może to trochę zboczenie zawodowe? Podobne zdanie o aplikacjach na Apple Watch miał jeden z prezenterów na ostatnim Mobilization. Po kilkudziesięciu minutach pokazywania możliwości zegarka Apple, zapytany o dobre aplikacje, nie mógł znaleźć dobrego przykładu. Nie tracę jednak nadziei, że w końcu pojawi się coś wartego uwagi, a na razie najbardziej smart pozostają notyfikacje.

Podsumowanie

Kilka dni z Microsoft Band 2 to nie jest czas po którym mogę dobrze ocenić ten produkt. Jako opaska do mierzenia aktywności jak na razie sprawdza się świetnie. Mam nadzieję, że równie dobrze będzie służyła jako komputer treningowy do jazdy na rolkach. Byłem przygotowany na trochę mniejsze możliwości jako smartwatch, ale kilka rzeczy mnie jeszcze negatywnie zaskoczyło. Pozytywnie natomiast wypadły dla mnie notyfikacje, które stały się bardziej pomocne niż myślałem.

Pierwsze wrażenia zrobiły się całkiem długimi wrażeniami. Nie będę ich jeszcze bardziej wydłużał starając się opisać każdą drobnostkę. Jeśli coś ciekawego przeoczyłem, to można mi dać znać w komentarzach.