Jedna większa awaria internetu i…

Dzisiaj w internecie głośno o ataku DDoS na Dyn – jednego z większych dostawców usługi DNS. Skutkiem tego długa lista serwisów była niedostępna, w tym takie jak Twitter, Github, czy Spotify. Na szczęście ja nie odczułem za bardzo przerw w ich działaniu, ale dało mi to trochę do myślenia.

Cała akcja polegała na tym, że ktoś zasypywał infrastrukturę Dyn fałszywymi próbami skorzystania z ich usług. W efekcie tego przestała ona nadążać z odpowiedziami. Dyn świadczy usługę DNS, czyli tłumaczenia adresów internetowych na adresy IP. Bierze ona udział w kierowaniu ruchem sieciowym między użytkownikiem a serwerem. Bez niej wszystkie próby wysłania prośby o stronę kończyły się tym, że nie wiadomo było gdzie komputer ma wysłać tę prośbę.

Oczywiście wszystko udało się stosunkowo szybko naprawić. Jednak skala tego ataku pokazuje, że w internecie nikt nie jest bezpieczny. Nawet najlepsze zabezpieczenia strony nic nie dadzą, skoro wystarczy wyłączyć pośrednika do niej.

Kolejną ciekawostką jest to, że do ataku użyto prawdopodobnie urządzeń IoT, czyli drobnych sprzętów, które łączą się z internetem. Setki inteligentnych żarówek, termostatów itp. została przejęta i wykorzystana do zablokowania ruchu sieciowego. Takie urządzenia to jeszcze ciągle nowości, ale coraz bardziej się upowszechniają i wkrótce mogą się znaleźć w każdym domu.

W trakcie czytania o tym ataku zacząłem się zastanawiać, jak rozległe mogą byś skutki, jeśli ktoś postanowi przeprowadzić coś podobnego na jeszcze większą skalę? Czy jest możliwe takie skoordynowanie działań, żeby spowodować paraliż globalny, albo chociaż lokalny?

Nie żebym coś takiego planował. Internet stał się już tak nierozerwalną częścią naszego życia, że jestem bardzo ciekawy, co by się stało, gdyby na jakiś czas wszystkim go zabrakło?