IT Academic Day — wrażenia

Przedwczoraj na Politechnice Łódzkiej odbył się IT Academic Day. Impreza, która ma przy­bli­żyć stu­den­tom (i nie tylko) nowo­cze­sne tech­no­lo­gie i narzę­dzia infor­ma­tyczne. Z dostęp­nych wykła­dów zde­cy­do­wa­łem się na udział w wykła­dzie „Programowanie urzą­dzeń mobil­nych”. Nie dla­tego, że inne tematy były nie­cie­kawe, ale nie bar­dzo wie­dzia­łem czego się spo­dzie­wać, a nie chcia­łem sie­dzieć i nie wie­dzieć o co biega. Wrażenia będą więc tylko z tego jed­nego wykładu.

Continue reading

Jak nauczyć korzystania z Google?

Pewnie każdy z was spo­tkał się z głu­pimi pyta­niami, na które odpo­wiedź można bez pro­blemu zna­leźć w inter­ne­cie. Jak nauczyć osoby zada­jące takie pyta­nia usa­mo­dziel­nie­nia się w znaj­do­wa­niu odpo­wie­dzi na nie? Z pomocą przy­cho­dzi Let Me Google That For You.

Na pierw­szy rzut oka ser­wis przy­po­mina Google. Jeśli jed­nak wpi­szemy szu­kaną frazę i klik­niemy na przy­cisk, nie otrzy­mamy wyni­ków wyszu­ki­wa­nia, ale link pro­wa­dzący do pre­zen­ta­cji „krok po kroku”. Taki link możemy pode­słać deli­kwen­towi, który męczy nas pyta­niami. Zobaczy on kur­sor najeż­dża­jący na pole wyszu­ki­wa­nia, następ­nie wpi­sy­waną frazę i kur­sor kli­ka­jący na przy­cisk Search. W cza­sie każ­dej czyn­no­ści na dole poja­wiają się kolejne kroki instruk­cji. Na końcu poja­wia się napis Was that so hard? (Czy to było takie trudne?) i prze­no­simy się do wyni­ków wyszu­ki­wa­nia w Google. Może nie zawsze taka forma pomocy będzie sku­teczna, ale a pew­no­ścią ochroni przed czę­ścią głu­pich pytań w przyszłości.

Głos jako instrument.

Nie będzie jed­nak o beat­bok­sie, ale o czymś powszech­niej­szym. Generalnie, pop nie jest moim ulu­bio­nym gatun­kiem muzyki, ale cza­sami zda­rzają się perełki, które naprawdę mi się podo­bają. Do takich należy debiu­tancka płyta Emmy Rossum. Pewnie to nazwi­sko wielu oso­bom nic nie mówi, ale mogły się natknąć na nie w kilku fil­mach. Może nie są to wiel­kie hity, ale o Pojutrze, Rzece tajem­nic, czy Upiorze w Operze można było już usły­szeć. To wła­śnie pod­czas oglą­da­nia tego ostat­niego filmu, po raz pierw­szy zetkną­łem się z Emmy. Zagrała tam główną rolę Christine, a z racji tego, że to adap­ta­cja musi­calu, musiała także ją zaśpie­wać. Według mnie, wyszło jej to zna­ko­mi­cie i nie tylko według mnie, ponie­waż zdo­była za tę rolę kilka nagród. Kiedy dowie­dzia­łem się, że nagrała popową płytę, tro­chę się zanie­po­ko­iłem, że będzie to kolejna Britney Spears, ale jed­nak miło mnie zaskoczyła.

Continue reading

DeskTask — kalendarz na pulpicie

Po kupie­niu lap­topa stwier­dzi­łem, że na pusty (ze względu na wydaj­ność) pul­pit, trafi kilka baje­rów, które nie tyle upięk­szają sys­tem (są i takie), ale też doda­dzą mu wię­cej funk­cjo­nal­no­ści. Jednym z pro­gra­mów, któ­rego uży­wam jest DeskTask. Jest to nie­wielka apli­ka­cja (zaj­muje tro­chę ponad 1MB), która wyświe­tla zda­rze­nia z kalen­da­rza Outlooka. W prze­ci­wień­stwie jed­nak do np. Rainlendara, DeskTask sam nie potrafi stwo­rzyć nam zada­nia lub spo­tka­nia. Wszystkie wyświe­tlane dane pobiera z pro­gramu Microsoftu. Można go jed­nak usta­wić tak, aby po klik­nię­ciu na któ­ryś z jego ele­men­tów, otwie­rał się on w Outlooku.

Dlaczego taki spo­sób wyświe­tla­nia danych? Otóż moim głów­nym narzę­dziem do zarzą­dza­nia cza­sem jest palm­top. Przy syn­chro­ni­za­cji z kom­pu­te­rem naj­pro­ściej jest go zsyn­chro­ni­zo­wać wła­śnie z Outlokiem. Po co bawić się w prze­pi­sy­wa­nie tego samego, lub kło­po­tliwą syn­chro­ni­za­cję z innym kalen­da­rzem? Zdecydowałem, że nie będę kom­pli­ko­wał sprawy i zajmę się tym, co jest w Outlooku. W tym momen­cie przy­szedł moment na zna­le­zie­nie odpo­wied­niego softu. Pierwsze próby były z Rainlanderem, jed­nak dar­mowa wer­sja nie potrafi syn­chro­ni­zo­wać się z Outlookiem. Znalazłem DeskTaska i to był strzał w dziesiątkę.

Jak już wcze­śnie wspo­mnia­łem, sam pro­gram zaj­muje nie­wiele. Możliwości kon­fi­gu­ra­cji też nie są zbyt wiel­kie. Można zmie­nić czcionkę i kilka opcji doty­czą­cych wyświe­tla­nia zawar­to­ści. Mi tyle wystar­cza. Prostota i funk­cjo­nal­ność tego pro­gramu jest rzadko spo­ty­kana. W dodatku nie psuje wyglądu pul­pitu, ponie­waż poza lite­rami jest przeźroczysty.